sobota, 21 lutego 2015

6. "Nic miłości nie pokona - trwamy tylko dla niej, Choć nadziei rwie się nić... Chociaż puste są ramiona żyje wierna pamięć I Ty będziesz dla mnie żyć... "



Dedykacja dla: Aleksandry Nowak<3

      Stało się to na co wszyscy czekali od tak dawna. To co kiedyś było rzeczą najzwyczajniej normalną i często spotykaną. To co wywołało szeroki uśmiech na twarzach polskich kibiców, skoczków, trenerów... Kamil Stoch wygrał pierwszy od trzech lat konkurs Pucharu Świata!
Skoczek rozłożył na łopatki swojego rywala z pary Daiki Ito, oraz innych zawodników, gdyż drugi w konkursie Andreas Wellinger stracił do niego 12,7 punktu. Tym samym Polak objął prowadzenie w Turnieju Czterech Skoczni, tak dobrze jeszcze nigdy go nie rozpoczął!

Maja wróciła do domu Stochów po spacerze i od razu mały Jaś wylądował w jej objęciach:

       -Tatuś wygjał!!!- krzyczał radośnie. -Wsiśtkich pokonał!

       -Super!- ucieszył się brunetka i wzięła Malca na ręce. -Twój tatuś jest najlepszy, wiesz?

       -Tak! Pokonał nawet tego judego kojege wujka Andiego!- cieszył się chłopczyk. -Chodź sibko, zajaź dekojacja!- pociągnął Maję za rękę. W salonie równie szczęśliwa pani Krystyna wznosiła toast wraz ze swoim mężem. 

        -Maju dziecko, chodź naleję Ci wina! Musimy to uczcić.- zachęcił pan Bronisław i sięgnął po dodatkowy kieliszek. Dziewczyna przystała na propozycję seniora i wzięła od niego szklane naczynie, pełne bordowego płynu. 
W telewizji pokazywano własnie jak najlepsi skoczkowie konkursu wchodzą na podium. Kamil radośnie machał ręką do kibiców, a do kamery posłał całusa. Widać było jak bardzo był szczęśliwy i jak bardzo ta wygrana dodała mu pewności siebie. Odebrał z rąk jakiegoś wąsatego ważniaka pamiątkowy puchar i czek i po raz kolejny pomachał do kamery.
Maja nie umiała wyrazić jak bardzo się cieszy z takiego obrotu sprawy. Kamilowi bez wątpienia należało się to zwycięstwo i już nie mogła się doczekać, aż będzie mu mogła pogratulować, ale z drugiej strony obawiała się rozmowy z nim. Miała w pamięci ostatnie problemy z Jasiem i słowa Izy i wiedziała, że będzie musiała ze skoczkiem poważnie porozmawiać. 

       -Kochanie zostaniesz z Jasiem? Wybieramy się z Bronkiem do sąsiadów na kolację, mają dziś rocznicę ślubu.- spytała mama Kamila.

       -Tak tak, bawcie się dobrze. My się tutaj sobą dobrze zajmiemy. 

       -Dziękuję. Wrócimy na pewno późno nie czekajcie na nas z kolacją. I jak by zadzwonił Kamilek to proszę powiedz mu, że zadzwonimy do Niego rano i przekaż mu nasze gratulacje.- dodała, ucałowała wnuka na pożegnanie i wyszła.

Na telefon od Kamila nie musieli długo czekać. Najpierw w drodze do hotelu zadzwonił tylko uprzedził, że jak tylko znajdzie się w swoim pokoju to połączy się z nimi na skypie, a godzinę później tak jak obiecał odezwał się i za sprawą internetowego komunikatora rozmawiali prawie godzinę. 

        -Wiesz jak Mały się cieszył! Jesteś wielki!- zaśmiała się kiedy w końcu zmęczony chłopczyk zasnął na kanapie. 

        -Dobra dobra, koniec o mnie, mów mi lepiej co się stało. Bo widzę, że coś jest nie tak?- spytał.

        -Dzisiaj jest Twój dzień, kiedy indziej porozmawiamy...- westchnęła.

        -Nie! Mów teraz.- poprosił, marszcząc brwi.

        -Martwi mnie Jasiek... wiesz jak rozmawialiśmy ostatnio, wtedy co płakał... pamiętasz?- skoczek kiwnął twierdząco głową. -Spytał mnie czy zostanę Jego mamą...Kamil chyba powinnam się wyprowadzić... On widzi coś czego nie ma... przecież my nigdy nie będziemy razem, nie możemy mu robić nadziei...- westchnęła.
Stoch poczuł lekkie ukłucie w sercu, ale nie dał tego po sobie poznać.

        -Nie podejmujmy żadnych pochopnych decyzji, Proszę poczekajmy do momentu, aż wrócę z Turnieju. Nie martw się już.- lekko się uśmiechnął. 


***

       Wieczorem po naradzie z trenerem Kamil siedział sam w swoim hotelowym pokoju. Jasiek poszedł po coś do Piotrka i nie wracał od kilkudziesięciu minut. Stoch miał w końcu chwile na przemyślenia. "Przecież my nigdy nie będziemy razem..."- słowa Mai ciągle chodziły mu pogłowie.  Skąd ta pewność? Przecież to wcale nie jest takie nie możliwe... Zaraz Stoch czy ty jesteś gotowy na nowy związek... na miłość... Nie jesteś...a może się po prostu boisz...- westchnął i opadł na poduszki. 
Po chwili jego spokój został brutalnie przerwany przez wszystkich Jego kolegów z kadry. 

      -Niespodzianka! Dzisiaj świętujemy mistrzu!- krzyknął Janek i położył na stoliku pięć pudełek z pizzą.

      -Ej, ale przecież to jest Turniej zaraz mamy następny konkurs...- mruknął.

      -Nie przesadzaj, nawet Kruczek powiedział, że zasłużyłeś!- zaśmiał się Piotrek. Kamil pokręcił tylko głową i z uśmiechem sięgnął po "nagrodę".

       
        Godzinę później, wszystkie ponure myśli i wątpliwości na dobre opuściły Stocha. Żarty Żyły, wygłupy Janka i Olka znacznie poprawiły mu humor i przypomniały o wygranej.

      -Stary, a jak w ogóle z tą waszą nianią? Niezła jest ... coś tego między wami?- zapytał Piotrek.

      -Nie!- odparł zdenerwowany Stoch -Ewa zmarła trzy lata temu! Rozumienie, dopiero trzy lata i co mama sobie znaleźć nową żonę, nową matkę dla mojego dziecka?! Za wcześnie!!!- prawie krzyknął. 

      -Kamil, nie możesz żyć przeszłością... to Cię wykończy. Odkąd poznałeś Majkę coś się zmieniło... nie widzisz tego? Zacząłeś lepiej skakać, częściej się uśmiechać... może to jednak dobry moment, żeby zacząć wszystko od nowa... może Ona...- powiedział niepewnie Olek.

       -Dość!- przerwał Kamil.- Kocham Ewę rozumiecie?! Tylko Ewę i nikt, ani nic tego nie zmieni... Nigdy!- krzyknął i wybiegł z pokoju trzaskając drzwiami. A może Oni mają rację...-pomyślał. 

       -Przeginacie!- zdenerwował się Ziobro. -Nie widzicie, że On dalej tym żyje... jest mu ciężko, a wy mu dokładacie takim gadaniem. Jak będzie gotowy kogoś pokochać sam do tego dojdzie.- zakończył i chciał biec za przyjacielem jednak po chwili namysłu stwierdził, że przyda mu się teraz chwila samotności. 

        -Skoro On nie jest zainteresowany tą dziewczyną to ja się za nią zabiorę. W końcu nie może się zmarnować.- oświadczył Maciek i również wyszedł. 

***

        Kamil długo włóczył się po hotelu, aż w końcu wylądował w pustym o tej porze holu. Z jednej strony wygrana, coraz lepsza dyspozycja... a z drugiej teściowa, problemy z Jasiem no i Maja... Znajoma? Przyjaciółka? A może ktoś więcej...? Bił się z myślami. Dziewczyna była dla niego kimś bliskim, ale myśląc o niej jako o potencjalnej partnerce czuł się jak by zdradzał Ewę, a tego nie chciał...

        -Kamil? Co tu robisz? Nie świętujesz?- podniósł głowę i ujrzał stojącego nad nim Romana Koudelkę.

        -Muszę trochę pomyśleć.- odparł cicho.

        -Jakiś problem? Coś się stało?- zapytał zmartwiony i usiadł obok.

        -Boję się, że zdradzę moją żonę...- mruknął. Koudelka popatrzył na niego zdziwiony.

        -Ale jak to? Przecież Twoja żona nie...

        -Nie żyje... tak... ale czuję, że jak związałbym się z jakąś inną kobietą to byłoby tak jak bym ją zdradził... Nie chce tego. Nie chcę żeby mój syn mówił mamo do kogoś innego i kochał kogoś innego tak jak powinien kochać Ewę... a z drugiej strony bardzo tego chcę...

        -Wiesz, wydaje mi się, że Twój synek potrzebuje matki. I jeżeli w jej rolę wejdzie inna kobieta Mały nigdy nie zapomni o Ewie. Myślę też, że ona by tego chciała. Na pewno czuwa nad wami i chce żebyście byli szczęśliwi.- uśmiechnął się i poklepał Stocha po plecach. -Nie miałaby za złe, jak byś sobie poukładał życie na nowo... z kimś innym...

         -Nie wiem czy jestem gotowy na nowy związek, nie chcę nikogo zranić...

        -Nic na siłę... masz czas, nie spiesz się, ale z drugiej strony nie pozwól, żeby ta jedyna za długo czekała, bo jeszcze ktoś może Ci ją podkraść.

          -Zdaję sobie z tego sprawę, ale chyba wolę, żeby była szczęśliwa z kimś innym niż męczyła się ze mną... 

         -Nie myśl tak! To Cię do niczego dobrego nie doprowadzi. Pamiętaj, że masz syna, o którego musisz dbać i o którym musisz myśleć.

        -Dzięki Stary.- Stoch lekko się uśmiechnął.

        -Dobranoc.- odparł Koudelka i wrócił do swojego pokoju.

***

      Powiedziałam mu, że nigdy nie będziemy razem... ale czy tak będzie? Przecież nic nie wiadomo. Może to w cale nie jest takie niemożliwe. Kamil jest kochany, taki męski, troskliwy, silny, tak bardzo kocha Jaśka, a los tak cholernie go potraktował. Boję się, że Go skrzywdzę. Przecież On nie zasługuje na dziewczyną z taką przeszłością jak ja... Jestem przecież zwykłą, szarą osóbką bez rodziny, uciekającą pół życia przed psychopatycznym bratem, a On jest najlepszym Polskim skoczkiem, podwójnym Mistrzem Olimpijskim, Mistrzem Świata, zdobywcą Kryształowej Kuli...gdzie ja do niego? To Ja nie zasługuje na takiego faceta! -westchnęła ubierając Jasiowi buty. Dzisiaj mieli się wybrać razem na narty. Chłopczyk bardzo się cieszył. Odziedziczył tą pasję po ojcu i nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł zacząć skakać. Gdy Maja zaproponowała mu taka formę spędzenia wolnego popołudnia mało jej nie udusił. 

          -Mistrzu, ale wiesz, że ja nie jestem najlepszą narciarką? Kiedyś próbowała się uczyć, ale nie powiem, żeby mi dobrze szło.- zaśmiała się opatulając Go szalikiem.

          -Wywajałaś się?- zapytał poważnie.

         -No.- puściła mu oczko, a on złapał się za główkę.

         -Nic się nie bój, wsiśtkiego Cię naucię!- oświadczył.

Godzinę później byli już na stoku. Pogoda była wyśmienita. Słońce i lekki mróz. Tłumy wielbicieli białego szaleństwa od najwcześniejszych godzin szusowały po stoku. Jaś ledwo zapiął narty i już wesoło zjeżdżał z jednej z górek. Widać było, że był w swoim żywiole. Maja z początku przyglądała mu się z dołu i czuwała na wypadek jakiejś wywrotki, ale w końcu pod wpływem chłopca, sama spróbowała zjechać. 

         -Hahahah wygjondaś jak bajwan!- zaśmiał się chłopczyk, kiedy po raz kolejny brunetka wylądowała w zaspie. 

          -To nie jest śmieszne!- udała oburzoną - Mówiłam Ci, że się do tego nie nadaję.

          -Ja Cię naucię! Juś idę!- oświadczył i ruszył w jej kierunku.

          -Jasiek nie!- krzyknęła, ale było już za późno. Inny chłopczyk zjeżdżający w dół, nie zdążył go ominął i razem wylądowali w zaspie. Przestraszona dziewczyna szybko do nich podbiegła.

          -Wszystko w porządku? Coś Cię boli?- spytała zdenerwowana. Odpowiedział jej szloch malucha. Ostrożnie zdjęła mu kask. -Musimy jechać na pogotowie. Jesteś troszeczkę ranny.- przytuliła Go ocierając krew z Jego brwi.

          -Jak pani pilnuje swoje dziecko?! Czy pani zwariowała?!- matka drugiego chłopca nie kryła oburzenia.- Przecież pani Syn mało nie połamał mojego, jak można wchodzić komuś pod nogi! - krzyczała.

          -Spokojnie, Przecież to tylko wypadek. Jaś nie widział pani syna.

        -To niech mu pani kupi okulary! To skrajnie nie odpowiedzialne! Chodź Stasiek idziemy stąd!- odrzekła odciągając syna.

Maja zabrała Jasia i kiedy się już uspokoił na wszelki wypadek pojechała z nim na pogotowie. 
Na szczęście okazało się, że oprócz niegroźnego rozcięcia małemu nic nie dolega i po założeniu kilku szwów opuścili gabinet. 

          -Jasiu?! Co tutaj się dzieje? Co mu pani zrobiła?!- nagle na korytarzu z nikąd pojawiła się pani Bilan.

          -Dzień dobry. Niech się pani nie denerwuje. Mieliśmy mały wypadek.- wyjaśniła spokojnie Maja.

          -Mały wypadek?! Mały wypadek!!! Czy pani się słyszy?! Pani jest nieodpowiedzialna! Naraża pani mojego wnuka na niebezpieczeństwo!- krzyknął kobieta, a mały Jaś schował się za placami opiekunki.

          -Mówię przecież, że nic się nie stało, Jaś się tylko wywrócił...

          -Niech mnie pani nie rozśmiesza! Jak mój pożal się Boże zięć stawia karierę ponad własnego syna, jeździ po świecie zamiast poświęcić mu dostatecznie dużo czasu i zostawia Go z przypadkowymi, nieodpowiedzialnymi osobami to jestem zmuszona w tym momencie zabrać Go do siebie!- wysyczała biorąc małego za rękę.

           -Nie ma pani prawa! Kamil zostawił Janka pod moją opieką i opieką swoich rodziców!- Maja zaczęła panikować, a coraz więcej osób zaczęło zwracać na nich uwagę. 

           -Ty mi będziesz mówić do czego ja mam prawo? Niedoczekanie!

           -Ja chcie ziośtać z Mają!- krzyczał chłopczyk próbując się wyrwać z objęć babci.

        -Jeszcze mieszasz dziecku w głowie i nastawiasz je przeciw mnie. Tak się bawić nie będziemy!- odparła i ruszyła z chłopcem do wyjścia zostawiając bezradną Maję na środku korytarza.

***

   No to zapraszam na kolejny rozdział. Matka Ewy tak łatwo nie odpuści...xD
Brawa dla Janka za dzisiejszy konkurs, szkoda Kamila, ale miejmy nadzieję, że odpali na dużej skoczni! Buziaki <3

niedziela, 8 lutego 2015

5. "Patrząc w płomień kochanie, myślę - co też się stanie z moim sercem miłości głodnym(...) "


Dedykacja dla: Ol - la :*


        -Dlaczego ta dziewucha odmawia mi spaceru z Jankiem?! Jakim prawem?- kobieta krzyczała do telefonu. -W ogóle jakim prawem Ona zajmuje się Małym?!

        -Spokojnie...- Kamil próbował przerwać wywód teściowej.

       -Żadne spokojnie. Kamil co ty sobie myślisz?! Najpierw odebrałeś mi córkę, a teraz jedynego wnuka... Posłuchaj pod Twoją nieobecność Jaś ma być u nas! Rozumiemy się?! Nie u tej dziuni, nie u Twoich rodziców, ani u któregoś z oszołomów z waszej kadry, masz go zostawiać u mnie!- nie spuszczała z tonu.

       -Ale...

       -I nie myśl sobie, że to wystarczy... w przyszłym tygodniu mam spotkanie z adwokatem!- rozłączyła się, a Kamil przymknął oczy próbując się uspokoić.

        -Stary, coś nie tak?- Janek podszedł do przyjaciela.

        -Ehh... Co mam Ci powiedzieć?- westchnął - Matka Ewy chce mnie wykończyć...- zabrał swoją walizkę i udał się do pokoju.

Wiedział, że musi działać, ze musi coś zrobić, ale nie miał pojęcia jak. Mama  Ewy była nieobliczalna, co jakiś czas pojawiała się w ich życiu z jakimś nowymi pretensjami, ale przez te trzy lata od śmierci córki, nigdy nie doprowadziła go do takiego stanu i nigdy nie chciała mu odebrać Jaśka.

      -Kamil, gadaj mi tu wszytko. Co ta baba zaś chce?- zapytał Ziobro, który władował się do ich pokoju z dwoma wielkimi torbami.

      -Janek daj spokój...

      -Nie, jeżeli myślisz, że pozwolę, żeby mój najlepszy kumpel, znów wpadł w dołek to się mylisz!- oświadczył blondyn. Stoch spojrzał na niego zdziwiony i lekko się uśmiechnął.

      -Matka Ewy chce mi odebrać Janka... zatruwa mi życie, zrobiła mi aferę o Majkę, oskarża mnie o śmierć Ewki, grozi adwokatami...nie wiem jak mam z nią walczyć... -powiedział wpatrując się w krajobraz za oknem.

      -Wredna jędza! Nigdy jej nie lubiłem. Pamiętasz jak na Twoim weselu się o wszystko czepiała... ostrzegałem Cię.

      -Janek błagam, nie dobijaj mnie... ja nie wybierałem teściowej tylko żonę. Jak byliśmy z Ewą razem... jak... jak Ona żyła... jej matka nie robiła niczego wbrew nam. Owszem nie byłem jej wymarzonym zięciem, powtarzała mi wiele razy, że Ewa zasługuje na kogoś lepszego, kogoś kto będzie przy niej cały czas i nie będzie ciągle gdzieś wyjeżdżał i narażał życia skacząc na nartach, ale nie chciała nas rozdzielić... jak Ewa zginęła... wtedy w ogóle ucięła ze mną kontakt, potem przypomniała sobie o wnuku, raz za czas chciała się z nim spotkać, zabrać go gdzieś, a teraz chce mi go odebrać... chce się na mnie... nie wiem jak to powiedzieć... chce się odegrać...przecież ja też nie mogłem się pogodzić ze śmiercią Ewy... dalej nie mogę... nie rozumiem o co jej chodzi...- wyrzucił z siebie.

     -Ja nie wiem, nie znam się za dobrze na psychice nawiedzonych teściowych, ale może po prostu Ona uważa, że Majka wejdzie w rolę Ewy i o niej zapomnicie, a Ona straci wnuka tak jak straciła córkę. Może właśnie tego się boi?- zapytał dokładnie analizując każde słowo.

     -Może... w sumie to by się zgadzało, bo jak u nas była, to coś krzyczała, że nie pozwoli, żeby mały zapomniał o matce, ale przecież ja mu nie pozwolę zapomnieć...a Maja...Maja to tylko znajoma... nic mnie z nią nie łączy... jak ja mam jej to wyjaśnić? Nie szukam nikogo, nie chce nowego związku... nie jestem na to gotowy, boję się, że się zaangażuję i znów stracę miłość...- dodał.

      -Stary rozumiem Cię... powiedz tej głupiej babie, że to ty jesteś ojcem i nie daj się jej...- Jan poklepał Go po plecach i zniknął za drzwiami łazienki.

***

     -Kochanie co się stało?- zatroskana pani Krystyna weszła do swojego domu i zauważyła zdenerwowaną Maje.

     -Była tu pani Bilan... bardzo się zdenerwowała jak nie pozwoliłam jej zabrać Janka. Boję się, że zrobi coś przeciw Kamilowi...- wyjaśniła.

     -Spokojne, bardzo dobrze zrobiłaś. Ta kobieta jest trochę niepoczytalna, nie wiadomo co wymyśli, nie możemy jej pozwolić zostać z Jasiem. - kobieta uśmiechnęła się do brunetki. -Mam nadzieję, że się opamięta i da spokój.- westchnęła i udała się do kuchni.

Maja wróciła do pokoju chłopca i zaczęła z nim układać wierzę z klocków. 
Kamil pozwolił jej mieszkać w swoim domu do puki nie znajdzie czegoś swojego, pod warunkiem, że będzie się opiekować Jasiem. Bardzo jej odpowiadał taki układ, ale bała się, że może on sprowokować mamę Ewy do działania na szkodę Stocha. Zdawała sobie sprawę, że z boku ta sytuacja mogła wyglądać zupełnie inaczej.
Nagle zadzwonił jej telefon.

***

W Oberstdorfie skoczkowie przygotowywali się do kwalifikacji do pierwszych zawodów tegorocznego Turnieju Czterech Skoczni. Wszyscy mieli w pamięci słowa swojego trenera i widząc jak zrezygnowany rozmawiał z jakimś dziennikarzem, wiedzieli, że muszą działać.

     -Maniek, musimy się postarać, to już nie są żarty, ale kto jak kto, ale Ty nie musisz się martwić, w naszej kadrze jesteś aktualnie najstabilniejszy.- Piotrek zaczepił rozciągającego się Kota.

     -Piotrek, lepiej nic nie mów...- westchnął szatyn.

     -Co Cię znów ugryzło?- oburzył się Wiewiór.

     -Jak nagle będziemy chcieli na siłę być najlepsi, to skończy się to wręcz przeciwnie. Nie rozumiesz? Nie ma takiej siły, która by zrobiła z nas teraz mistrzów. Przedobrzejemy i to będzie dla nas zabójcze. Nie wiem co zrobić, żeby nie zwolnili Łukasza i boję się, że co zrobimy to sytuacja będzie jeszcze gorsza.- westchnął i wrócił do ćwiczeń.

      -Maniek! Nie smutaj... przecież, damy radę. Ty i te Twoje czarne scenariusze, dziwię się, że jeszcze żyjemy bo według Ciebie pewno cudem jest to, że żaden z naszych samolotów nie rozbił się, gdzieś na jakimś zadupiu!- Żyła wystawił język i poszedł mobilizować resztę kolegów.

Sytuacja była naprawdę poważna, nikt sobie nie wyobrażał pracy z innym trenerem niż Łukaszem. przecież jeszcze niedawno dwa razy pod rząd okrzyknięto Go trenerem roku. Gazety rozpisywały się o tym, że rzekomo przeróżne reprezentacje chciały Go zwerbować do swoich szeregów, a teraz tak po prostu chcą Go wyrzucić i zamienić i to jeszcze na kogo... Na Austriaka, którego nie chcieli we własnej reprezentacji. Niektórzy z kadry mieli jeszcze do czynienia z rodakiem Pointnera, Kuttinem i nie byli z tego zadowoleni. 


Kamil powoli szykował się do wyjścia na skocznie. Z powodu szalejącego wiatru kwalifikacje były opóźnione i skoczkowie mieli trochę więcej czasu dla siebie i dla wyczekujących kibiców. Stoch zapiął kurtkę i spojrzał na wyświetlacz swojego telefonu. Zdziwił się nieco widząc jedną nie przeczytaną wiadomość od Mai. Przeczytał:

"Moc w słabości się doskonali... jesteśmy z Tobą!"


Uśmiechnął się lekko, wrzucił komórkę to torby i z nartami na ramieniu ruszył przed siebie. Miał tu coś do udowodnienia, sobie...kibicom...trenerowi, drużynie. Chciał znów wrócić na szczyt!


Wiatr nadal niebezpiecznie kręcił. Kolejni skoczkowie byli ściągani z belki po kilka razy. W końcu pojawił się na niej pierwszy z polaków; Jakub Wolny. Skoczek wykorzystał w miarę dobre warunki i wylądował na 132 metrze. Trener Kruczek odetchnął z ulgą przybijając piątkę swojemu pomocnikowi. Jeszcze tylko podobne skoki Kamila, Piotrka, Olka, Janka i Maćka i można by to uznać za pierwszy mały sukces, działający na korzyść Łukasza. Kamil z uznaniem obejrzał nienaganny skok młodszego kolegi.
W końcu nadeszła kolej na niego. Poprawił gogle, sprawdził zapięcia, spojrzał na ukazującą się przed nim panoramę miasta i na znak trenera odepchnął się od belki. Wybicie, lot... i znów to wspaniałe uczucie... ta wolność i radość...100...115...120...130...136 metrów! Kruczek uśmiechnął się przybijając piątkę Klimowskiemu. Kamil rozpiął narty i z uśmiechem na twarzy udał się na miejsce dla lidera.

     -Brawo Stary! Cieszę się, że wracasz!- Roman Koudelka poklepał polaka po plecach.

     -No Kamil!- Kuba Wolny przybił mu piątkę ustępując miejsca dla prowadzącego, z którego Stoch obserwował skoki rywali prawie do końca kwalifikacji. Wyprzedził Go dopiero Anders Fannemel, który nie musiał się kwalifikować, ale z racji systemu KO nie opuścił skoku. 
Ostatecznie wszyscy Polacy zakwalifikowali się do konkursu, ale oprócz wspomnianej dwójki tylko Maćkowi udało się jeszcze przekroczyć 130 metr.
W konkursie Kuba miał rywalizować z Freundem, Kamil z Daikim Ito, Maciek ze Schlierenzauerem, Piotrek z Kraftem, a Olek z Jankiem. Walka zapowiadał się fascynująco.

***

       Maja wyłączyła telewizor i przytuliła szczęśliwego Jasia, który nie mógł się napatrzeć na kwalifikacyjny skok swojego ojca. 

     -Widziajaś! Tatuś mi pomachał!- cieszył się.

     -Widziałam, widziałam, świetnie mu poszło!

     -Myśliś, że będzie najlepsi jak kiedyś?- spytał.

     -Oczywiście. Zobaczysz jak wykosi rywali na igrzyskach!- zaśmiała się.

     -Moziemy do niego zadźwonić?

     -Pewnie, jak tylko wróci do hotelu, porozmawiamy z nim przez skypa! Ale puki co chodź tu do mnie coś Ci pokażę fajnego!- oznajmiła i włączyła laptopa. Zaciekawiony chłopczyk usiadł jej na kolanach. Po chwili Maja puściła mu filmik przedstawiający sukcesy Jego ojca w Soczi. Trzy i pół latek patrzył w ekran jak zahipnotyzowany. Widział pierwszy konkurs na małej skoczni i dwa skoki, którymi Kamil zmiażdżył rywali, widział dekorację, hymn, gratulacje od rywali, trenerów, i drugi konkurs, wyrównana walka, oczekiwanie Kasaiego i zwycięski skok Stoch. Widział euforie trenerów, kibiców, widział złoty medal na szyi ojca i w końcu zobaczył ją... małą, drobną blondynkę, przytulającą mistrza, trzymającą kciuki razem z Dawidem Kubackim i robiącą zdjęcia. 

    -Maja...- szepnął, nie patrząc już w ekran -Czy mamusi nie ma pzieziemnie?- zapytał poważnie, a Ona nie mogła zrozumieć , jak ten mały trzylatek doszedł do tak poważnego wniosku. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć.

    -Skąd Ci to przyszło do głowy?- zapytała kryjąc zdenerwowanie.

    -Tak myślę... i babcia Marysia ksiciała... a jak mnie nie było to mamusia była...

    -To nie Twoja wina. Tak musiało być...- westchnęła.

    -Ale to nie spjawiedliwe, Kaćpra i Tomka, ciągle mamy odbiejają z psiećkola, a mnie tyjko babcia i babcia! Oni mówią, zie mamusia mnie nie kocha...- odpowiedział nerwowo i pobiegł na górę. Maja już miała za nim pobiec, kiedy zauważyła, że Kamil próbuje się z nią połączyć. Odebrała.

    -Majka!- krzyknął szczęśliwy skoczek. -Widzieliście?! Udało mi się! W końcu coś mi się udało! Poczułem znów to samo, to co kiedyś! Tą radość... tą przestrzeń... ten pęd! Czuję, że już teraz będzie tylko lepiej. Dziękuję!- prawie wykrzyczał i posłał jej całusa. 

   -Gratuluje! Wiedziałam, że w końcu się podniesiesz.- powiedziała mniej radośnie.

    -Coś się stało? Jesteś jakaś taka niewyraźna? Nie cieszysz się? Coś z Jaśkiem? W ogóle gdzie On jest?- zarzucił ją pytaniami.

    -Nie...wszystko dobrze...- westchnęła.

    -Widzę, że coś się stało...- Stoch był coraz bardziej zaniepokojony.

    -Bo widzisz oglądałem z Jasiem Twoje zwycięstwa w Soczi i On... zobaczył tam Ewę... i zaczął zadawać ciężkie pytania... i pobiegł do siebie...eh... po co ja to włączyłam...-zmieszała się.
Kamil spoważniał. Bał się rozmawiać z synkiem o Ewie. -Powiedz... czy ty... czy wy mówiliście mu co się z nią stało?- zapytała.

    -To jest bardzo ciężki temat. Bałem się go poruszać... Jaś jest jeszcze taki mały... dużo mu opowiadaliśmy o Ewie, pokazywaliśmy mu zdjęcia. Chce żeby ją pamiętał, ale starałem się, żeby nie odczuł zbyt mocno jej braku...

    -Spytał mnie czy nie ma jej przez niego... mówił, że jej mama coś na ten temat krzyczała, że dzieci w przedszkolu mu wygadują jakieś głupoty i że jak Jego nie było to Ona była... nie wiem Kamil, ale on jest bardzo rozwinięty jak na swój wiek...sprawnie łączy fakty...

    -Proszę idź do Niego... i Go tu przyprowadź muszę go zobaczyć...- poprosił smutno. Brunetka posłała mu ciepły uśmiech i poszła na piętro szukać malucha. Znalazła Go w sypialni ojca. Leżał na łóżku i płakał. Maja ostrożnie usiadła obok niego i pogładziła go po pleckach.

    -Co się stało kochanie? Nie płacz, tatuś chce z Tobą porozmawiać.- szepnęła.

    -Będziesz moją mamusią?- spytał rzucając jej się na szyję.

Mai zrobiło się gorąco. Na jej szyi wisiał trzy i pół letni synek najlepszego polskiego skoczka narciarskiego i pytał czy Ona zastąpi mu matkę. Pierwszy raz w życiu nie wiedziała jak ma zareagować. Uświadomiła sobie, że tak to mogło wyglądać. W końcu mieszkała u Kamila, była z nim na zawodach, razem spędzali dużo czasu, dobrze się dogadywali... mały mógł sobie zrobić nadzieję, że w końcu zazna matczynej miłości. 

    -Leć na dół, tatuś czeka.- zachęciła, gdy trochę się już uspokoił i starła mu z policzków łzy.

***

     Kamilowi udało się trochę uspokoić i pocieszyć Jasia i od tego czasu chłopczyk już nie wspominał o mamie i nie zadawał Mai trudnych pytań na ten temat, ale kobieta nie mogła o tym zapomnieć. Zaczęła mieć wyrzuty sumienia... Kamil był jej bliski, Jaś też, ale teraz dopiero do niej dotarło, że mogą Oni inaczej interpretować tą sytuację. Zastanawiała się jak z tego wyjść zanim będzie za późno. Przecież miała mieszkać u Stochów tylko tymczasowo, do momentu, aż porządnie nie stanie na nogi. Nie chciała za bardzo przywiązywać do siebie Jasia. Chłopczyk tyle już przeszedł i zrozumiałe było, że widział w niej potencjalną matkę.

Podczas konkursu w Oberstdorfie Jaś został z mamą Kamila w domu, a ona wymknęła się na długi spacer. Sama się sobie dziwiąc dotarła pod dom, który niegdyś należał do jej rodziców.

     -Majka!- krzyknęła pewna blondynka i rzuciła jej się na szyję.

     -Iza?!- brunetka rozpoznała swoją licealną przyjaciółkę.

     -Opowiadaj co u Ciebie? Słyszałam, że aresztowali Michała... jak sobie radzisz? Gdzie mieszkasz?- spytała.

     -Aaa...wiesz to długa historia... - westchnęła.

     -Może wpadniesz na kawę? Opowiesz mi! No nie daj się prosić!

     -No dobrze...- zgodziła się i udała się za przyjaciółką do jej domu.

Iza postawiła wodę na kawę, pokroiła sernik i usiadła obok brunetki.

      -No więc, co u Ciebie?

      -No nie za ciekawie...zatrzymałam się u Kamila, opiekuję się chwilowo Jego synkiem... 

      -U Stocha?! Nie wierzę, myślałam, że to tylko plotki!- zachwyciła się.

      -Nie plotki... tak wyszło, ale czuję, że muszę się stamtąd wynieść... muszę znaleźć jakąś pracę, stanąć na nogach...

      -No coś ty, źle Ci tam? Wiesz ile lasek by się dało pokroić, żeby mieszkać u Stocha!- pisnęła blondynka.

      -Izka, On jest wdowcem, ma małego syna, któremu brakuje matki... nie chcę narobić nikomu niepotrzebnych nadziei... 

      -Jakich nadziei! Skoro On Ci zaufał i pozwolił Ci mieszkać u siebie to znaczy, że nie jesteś mu obojętna! Myślisz, że każdej jednej by zaproponował pokój i powierzył by syna?

      -Nie to nie tak. On mnie uratował przed Michałem i tak jakoś potem wyszło...

     -Tym bardziej! Uratował nie znaną dziewczynę, o której nic nie wiedział i pozwolił jej u siebie zamieszkać. Majka jesteś ślepa?! To musi coś znaczyć, koleś coś do Ciebie ma!- krzyknęła Iza.

     -Czyś Ty zwariowała?! On trzy lata temu stracił żonę, sam wychowuje syna, dalej nie może sobie z tym poradzić, ciężko mu i Ty myślisz, że ma w głowie romanse?!

     -Zaraz... a może to o Ciebie chodzi... może Ty się boisz, że będziesz dla niego tylko pocieszeniem, a i tak Jego żoną będzie górą?- zapytała. Maja pokręciła zrezygnowana głową, ubrała kurtkę i bez słowa opuściła dom przyjaciółki. 

***

    No to dzisiaj nareszcie kolejny rozdział. Z okazji tego podium Kamila, zmobilizowała się i jakoś go dokończyłam. Wiem, ze to takie nijakie, ale spokojnie, akcja będzie się rozkręcać. 

Buziaki! <3

niedziela, 25 stycznia 2015

4. "Wśród życia dróg, wciąż gubię się, Nadzieje mam że znajdę Cię,... Pusty mój dom, niech wróci ten czas, kiedy byłaś obok mnie..."


      
Dedykacja dla Skokonators <3    

          Wszystko potoczyło się bardzo szybko... rozbite bańki, połamane krzesło, krew, podbite oko i policja, która o dziwo zjawiła się bardzo szybko.  Zakuli Michała w kajdanki, spisali zeznanie i pojechali.

       -Boże Drogi, Bronek wszystko dobrze?- krzyknęła Krystyna i podbiegła do męża chcą go opatrzyć. - A Wam dzieci nic się nie stało?- zwróciła się do zapłakanej Mai i Kamila próbującego uspokoić ją i przestraszonego synka.

       -Wszystko w porządku...- westchnął Stoch.

       -Tak bardzo państwa przepraszam, ja na prawdę nie chciałam...- łkała brunetka - To wszystko moja wina, ja mówiłam, że nie powinnam tu zostawać... przepraszam...

       -Maja, daj spokój to nie Twoja wina, przynajmniej na reszcie znalazł się tam gdzie jego miejsce.- skoczek przytulił roztrzęsioną dziewczynę.

       -Kamilek ma rację, nie masz powodu, żeby przepraszać. Dobrze, że to się tylko tak skończyło.- Krystyna przyznała synowi rację. -A teraz bardzo was przepraszamy, ale pójdziemy się położyć. Musimy odpocząć, wy też już kładźcie małego, późno się robi. Kamilek pościel Mai na górze. A ten bałagan jutro ogarniemy.

       -Jaa... nie mogę tu zostać. W tej sytuacji, najlepiej będzie jak już pójdę.

       -Nie ma takiej możliwości.- zaprotestował Bronisław. -Nie zostawimy Cię dziecko samej. Dobrej nocy.

       -Tata ma racje. Dobranoc ja się wszystkim zajmę.- dodał Kamil i przytulił matkę. Krystyna ucałował wnuka i razem z mężem udała się do sypialni.

       -No chłopie chodź idziemy spać, już późno.- Stoch zwrócił się do synka.

       -Tatuś... tatuś... śpij źe mną!- pisnął mały.

       -Dobrze, już się niczego nie bój. Tatuś dzisiaj zostanie u Ciebie, a cioci Mai pościelimy u mnie. Dobrze?- zapytał biorąc trzylatka na ręce.

       -Niee!- zbuntował się chłopczyk.

       -Co nie kochanie?- zdziwił się mężczyzna.

       -Nie moziemy ziośtawić Mai samej!- odparł.

       -Chłopie chłopie...- westchnął Kamil. - Maja nie płacz już, chodź uśpimy go, a później porozmawiamy.- zaproponował i razem udali się na piętro.


Mały Jaś długo nie chciał zasnąć. Uspokoił się dopiero kiedy Kamil zapewnił, że Michał więcej się u nich nie pojawi, a Maja zaśpiewała kołysankę i opowiedziała bajkę.

       -Uff nareszcie zasnął. Myślałem, że już go nie uspokoimy.- westchnął.

        -To wszystko moja wina...macie same problemy przeze mnie. Zepsułam wam święta...- westchnęła brunetka. -On chciał dopaść mnie, a uderzył Twojego tatę, Ciebie, zdenerwował Twoją mamę, rozwalił wam pół domu i jeszcze Jasiu na tym ucierpiał... Nie wiem jak mam Cię przepraszać i jak mam Ci dziękować, że jeszcze mnie nie wyrzuciłeś...- szepnęła. Kamil usiadł obok niej i delikatnie chwycił ją za rękę.

        -Maja, jesteś w bardzo trudnej sytuacji, nie musisz za nic przepraszać. Tylko obiecaj, że już nie dasz mu się zastraszyć. Ja Ci we wszystkim pomogę, nie będziesz już sama.

        -Obiecuję...- szepnęła.- Kamil nigdy nie spotkałam nikogo takiego jak ty. - posłała mu delikatny uśmiech.

        -Połóż się już. Dużo dziś przeszłaś. Ja pójdę do Jasia.- wstał i nacisnął klamkę.

        -Kamil...- zatrzymała go - Mogę z wami posiedzieć? I tak nie zasnę, a boję się zostać tu sama.

         -Coś ty, nie będziesz siedzieć sama.- westchnął uśmiechnięty - Ja też już raczej nie zmrużę oka... za dużo się działo. Chodź, posiedzimy razem.- zaproponował i razem zeszli do salonu.

***

      Księżyc świecił wysoko na niebie, śnieg lekko pruszył, a za oknem dało się słyszeń wesołe rozmowy sąsiadów wracających z pasterki. Kamil i Maja siedzieli przy kominku i popijając wino oglądali album z dzieciństwa skoczka. Mały Stoch w za dużym kasku czy z poharataną twarzą najwyraźniej poprawił Mai humor.

     -Ojej co Ci się stało?- zapytała popijając łyk wina.

     -Ehhh... to moja pierwsza poważna wywrotka na treningu, wróciłem do domu z płaczem bo bałem się, że mama mnie już więcej nie puści na skocznie.- zaśmiał się na wspomnienie początków swojej skocznej kariery.

      -Całe szczęście, że Cię puściła.- zaśmiała się, oglądając kolejną stronę albumu. Nagle jej oczom ukazała się podobna fotografia do tej, którą zobaczył podczas pierwszej wizyty w domu Stocha; Kamila z piękną blondynka u boku na ślubnym kobiercu. Następne fotografie przedstawiały tą samą parę w górach, od skocznią, nas morzem, aż w końcu na ostatniej fotografii widniała w widocznej ciąży. Kamil wpatrywał się w fotografie mętnym wzrokiem. Wspomnienia wróciły... wstał i podszedł do okna dopijając resztę wina.

      -Wszystko w porządku?- spytała podchodząc do niego.

      -Tak...nie...- westchnął kręcąc bezradnie głową.

      -Tęsknisz za nią?- spytała.

       -Maja... ja... nie radzę sobie z tym... wiem, że muszę być silny dla Jasia, ale nie daję rady... Wiesz co ja czułem, jak musiałem wyjaśnić Jasiowi, gdzie jest jego mama... -poczuł zbierające się łzy w kącikach oczu.

      -Jesteś silny... zmień swoją słabość w swoją siłę...- powiedziała.

***

      Dzwonek do drzwi przerwał ciszę, w domu Stochów. Kamil niechętnie otworzył oczy i rozejrzał się po pokoju. Nie bardzo wiedział dlaczego spał na kanapie w salonie i dlaczego spała tam też Maja. Spojrzał na nadal leżące na ziemi kawałki baniek i powoli zaczął kojarzyć wydarzenia minionego wieczoru. Zza myśleń wyrwał go coraz to bardziej uporczywy dźwięk dzwonka. Delikatnie przesunął rękę dziewczyny i podszedł do drzwi.
     
       -Mama?- spytał zdziwiony, patrząc na stojąca przed nim kobietę. -Co wy tutaj...?- spytał towarzyszącego jej mężczyznę.

       -Zapomniałeś?! Przecież umawialiśmy się, że w pierwszy dzień świąt przyjeżdżamy do Jasia!- podniosła głos.

       -Marysiu, mówiłem, że to będzie za wcześnie, mały na pewno jeszcze śpi.- wtrącił mężczyzna. Jednak Jego żona, nie czekając na zaproszenie, wyminęła Kamila i weszła do salonu.

        -Matko Jedyna!- krzyknęła- Kamil co tu się dzieje?!- nie kryła oburzenia.

       -Mieliśmy mały wypadek wczoraj, drobne nieporozumienie...- Stoch próbował się tłumaczyć.

       -Wypadek?! Młodą dziewczynę, którą śpi na Twoje kanapie, wino i rozwaloną choinkę nazywasz wypadkiem!!!- Maja niespokojnie się poruszyła i otworzyła oczy.

       -Dzień dobry...- mruknęła, wstając z kanapy.

       -Dzień dobry?! Dzień dobry!!! Dobre sobie! Nie wstyd Ci, tak tutaj być?! Kamil ma żonę i dziecko nie ma tu dla Ciebie miejsca!- zdezorientowana brunetka niepewnie podeszła do Kamila.

       -Mamo, Ewa nie żyje... uspokój się proszę...- Stoch starał się opanować sytuacje.

       -Nie musisz mi przypominać, że zabiłeś moją córkę!- krzyknęła kobieta.

       -Dobrze wiesz, że to nie moja wina... nie mogłem nic zrobić...- westchnął brunet przecierając oczy, w których gromadziły mu się łzy.

       -Jak byś nie jeździł na zawody i był przy Niej, chodził z nią do lekarza, był na kontroli to byś wiedział, że na ostatniej wizycie lekarz kazał jej leżeć, mówił, że coś jest nie tak i do końca ciąży musi się oszczędzać, ale ona nie...

       -Marysiu daj spokój.- wtrącił się Jej mąż.

       -Nie przerywaj mi! Kamil powinien wiedzieć jak było!- krzyknęła patrząc na bladego skoczka. -Więc mój drogi, Ewa nie mogła się doczekać, aż wrócisz, nic sobie nie robiła z zaleceń lekarza, jeździła na spotkania z twoimi sponsorami, nakryłam ją na tym jak myła okna, albo sprzątała na górze...wszystko dla Ciebie...

Kamil patrzył na teściową tępym wzrokiem. Nie wiedział, Ewa mu nic nie mówiła... rozmawiali codziennie, a nie wspominała, że coś wyszło źle w badaniach. Schował twarz w dłoniach, ukrywając gorzkie łzy. 

       -Nigdy Ci tego nie wybaczę! I wiedz, że nie pozwolę, żeby mój wnuk wychowywał się w takich warunkach z ojcem, który sobie nie radzi i nie panuje nad własnym życiem, dla którego kariera jest ważniejsza niż rodzina.- kobieta nie ważyła słów, nie zauważyła nawet, że na schodach stoi Krystyna i Bronisław z małym Jasiem na rękach. -Kamil odbiorę Ci prawa do Niego! Nie pozwolę, żeby ktoś zastąpił Ewę, żeby Jaś nie pamiętał własnej matki i mówił "mamo" do kogoś innego!- dodała i razem z mężem, który na odchodne szepnął, że spróbuje ją uspokoić wyszła z domu.

Kamil już nie próbował hamować łez. Nie wiedział co ma zrobić.

       -Synku...- Krystyna próbowała go uspokoić. Skoczek machnął ręką, wyminął ją i pobiegł do góry. Nie wiele myśląc Maja pobiegła za nim. Było jej go tak żal, nie mogła zrozumieć jak matka Ewy mogła Go tak potraktować.
Znalazła Go w pokoju, w którym spędziła pierwszą noc w tym domu. Siedział na fotelu i wpatrywał się w zdjęcie ślubne.

        -Kamil...- szepnęła, kładąc dłoń na Jego plecach. Cały drżał.

        -Przepraszam, że musiałaś być tego świadkiem... - szepnął przez łzy. -Mama Ewy nigdy mnie nie lubiła...

        -Nie przepraszaj. 

        -Nie wiedziałem... gdybym wiedział, przecież ja ją tak kochałem... wsiadłbym  w pierwszy lepszy samolot i bym wrócił... Majka czemu ona mi nie powiedziała, że się źle czuje...?- łkał. -Co ja zrobię jak mi odbiorą małego...

         -Ciii... nie myśl o tym, niczego już nie zmienisz...- wyjęła mu z rak zdjęcia i odłożyła na biurko.- Popatrz mi w oczy.- poprosiła, ale On nie miał na to siły. Westchnęła i zniżyła się tak, że napotkała Jego wzrok; pełen smutku i bólu. - Posłuchaj, jesteś najlepszym ojcem na świecie, Jaś Cię bardzo kocha i nigdy mu nie będzie lepiej niż tutaj z Tobą. Żaden sąd Ci nie odbierze praw do Niego. Mama Ewy nie może sobie poradzić, z jej stratą i szuka winnego... to normalne...- tłumaczyła, starając się go uspokoić.

         -Dziękuję... nawet nie wiesz jakie to jest dla mnie ważne , że przy mnie jesteś, że mi pomagasz... czuję, że w końcu mam taką prawdziwą przyjaciółkę.- przytulił ją i trwali tak, aż do pokoju wpadł wesoły chłopczyk.

***

      W drugi dzień świąt skoczkowie udali się do Oberstdorfu na pierwsze zawody tegorocznego Turnieju Czterech Skoczni. Od 9 lat corocznie tą imprezę wygrywali Austriacy, wszyscy mieli nadzieję, że w końcu uda się komuś ich pokonać. 

         -Chłopcy, zanim rozejdziecie się do pokoi muszę wam coś powiedzieć.- zaczął poważnie trener Kruczek, kiedy przybyli do hotelu. -Rozmawiałem wczoraj z prezesem i... - westchnął głęboko - I jeżeli podczas Turnieju nie zaprezentujecie odpowiednio wysokiej formy, takiej jak w ostatnim sezonie olimpijskim, kończę współpracę z Wami. - po sali dało się usłyszeć cichy jęk, zdziwionych zawodników. -Prezes rozmawiał już z Pointnerem i On się wstępnie zgodził, więc jak przez te cztery konkursy nie ruszymy z miejsca, to do Olimpiady przygotuje Was Alex.- powiedział smutno, zabrał swoją torbę i udał się w kierunku windy.

        -To nie może być prawda...- szepnął Dawid.

        -Nie mogą zwolnić naszego staruszka!- zbuntował się Piotrek, a wszyscy mu przytaknęli. Wiedzieli, że wszystko jest w ich nogach i postanowili, że pokażą na co ich stać.

        -Tylko żebyśmy nie przedobrzyli...- wtrącił Maciek.

        -Będzie trudno.- dodał Kamil i popatrzył na wyświetlacz swojego telefonu, który nagle zaczął dzwonić: "Mama Ewy"- ten krótki komunikat zwiastował same problemy...

***

     No to mamy kolejny rozdział i kolejne podium Kamila w sezonie! :))
Dzisiaj tak trochę na smutno...:)

Pozdrawiam <3


     

czwartek, 15 stycznia 2015

3. "Boisz się, więc będzie tak Słabe życie słaba śmierć Wszystko w twoich rękach Obudź się(...) "


Bohema

Dedykacja dla Miris <3

          -Panie Kamilu, operacja przebiegła, bez komplikacji.- powiedział lekarz.

          -Kiedy mogę zobaczyć małego?- zapytał już trochę spokojniejszy skoczek.

          -Jaś jest teraz na OIOMie, jak się wybudzi to pielęgniarka na pewno Pana poprosi.

        -Dziękuję.- szepnął i podszedł do przyglądającej się z boku Mai. -Lekarz mówi, że poszło dobrze.

         -Mały jest silny, da sobie radę. Teraz już będzie dobrze, zobaczysz.- odparła uśmiechnięta.

         -Mam nadzieję... dziękuję, że tu ze mną zostałaś.- powiedział i przytulił ją. -Bez Ciebie bym tu oszalał.

         -Kamil... jest 5 nad ranem, jedź do hotelu, prześpij się troszkę, w końcu masz zawody o 15, nie możesz ich ominąć. Ja tu zostanę, będę czuwać.

         -Nie!- stanowczo odmówił - Nie będę brał udziału w żadnym konkursie, muszę zostać przy małym, muszę tu być jak się obudzi. - wyjaśnił.

        -Ej, pamiętasz jak Jasiek się cieszył, że będzie mógł Ci kibicować?- skoczek twierdząco skinął głową - Proszę Cię, idź odpocznij, przecież na pewno mały jeszcze trochę pośpi.

        -Może masz rację... skoro jakimś cudem zakwalifikowałem się do tego konkursu to chyba powinienem wziąć w nim udział... ale nie wyjdę stąd do puki mały się nie obudzi.- oświadczył.

Maja wiedziała, że i tak go nie przekona. Razem usiedli na ławce przed salą, w której leżał mały Jaś.

        -On jest taki malutki... nie wiem co bym zrobił, jak by mu się coś stało.- szepnął.

        -Nie gadaj głupot. 

        -Majka... przypomniało mi się to wszystko co się działo, jak Ewa... jak ona Go rodziła... też mnie uspokajano, że wszystko będzie dobrze... a potem koniec...- łza spłynęła mu po policzku. 

***

        O godzinie ósmej w hotelu, w którym zatrzymała się polska kadra nikt już nie spał. Podczas, gdy przymuszeni przez trenera skoczkowie jedli śniadanie, on sam próbował dodzwonić się do Kamila. Jego staranie jednak na niewiele się zdały, telefon skoczka był ciągle poza zasięgiem.

      -Łukasz, może zadzwonimy do tej Majki? Ona tam w końcu cały czas jest?- zaproponował Ziobro.

      -Może to i dobry pomysł, przecież, konkurs za 5 godzin, ja nie wiem czy Go zgłaszać na listę czy nie... Zresztą to nie ważne, dalej nie wiemy co z małym... Ma któryś z was do niej numer?- zapytał

      -No ja mam. Kamil mi dał na wypadek jakby się coś działo...- Jan podyktował trenerowi numer dziewczyny. Po kilku sygnałach Maja odebrała.

      -Halo, Maja?

      -Tak. Kto mówi?

      -Łukasz Kruczek. Maju masz tam gdzieś obok Kamila?- zapytał.

      -Wie Pan, Kamil poszedł do sali Jasia, bo mały się przed chwilą wybudził. Mogę go zawołać.- wyjaśniła.

      -Byłbym bardzo wdzięczny.- odparł, a brunetka weszła do pomieszczenia, w którym leżał mały Jaś, przekazała Jego ojcu telefon, a sama usiadła na krześle obok łóżka.

      -Łukasz, przepraszam, że się nie odzywałem, ale z tego wszystkiego nie zauważyłem, że jest już ósma.- zaczął

      -Rozumiem, rozumiem, mały jest teraz najważniejszy, ale powiedz mi co zdecydowałeś z dzisiejszym konkursem?- zapytał selekcjoner.

      -Tak, myślałem nad tym trochę i wezmę udział w tych zawodach, skoro się zakwalifikowałem. Skoczę dla Jasia.- oznajmił.

      -Bardzo się cieszę. Przyjedź do hotelu, prześpij się trochę, a ja kogoś podeślę do szpitala, jak nie chcesz Jasia zostawiać z tą Mają.

      -Dlaczego mam nie zostawiać małego z Mają?- Zapytał zdziwiony Stoch.

      -Kamil, nie ufam jej, poznałeś ją przypadkiem, nic o niej nie wiesz... nie wiem czy to najlepszy pomysł, żeby zostawiać z nią małe, chore dziecko.- powiedział.

      -Łukasz z całym szacunkiem, ale ja wiem, że ona jest odpowiednią osobą do opieki nad moim synem i proszę Cię nie przekonuj mnie, że się mylę. Będę za pół godziny. Cześć.- rozłączył się i nerwowo podszedł do okna. Rozum mu podpowiadał, że ufając Mai, którą co prawda ledwo zna, robi błąd i nie postępuje odpowiedzialnie, jednak serce mówiło mu całkiem co innego. W końcu Maja była pierwszą kobietą ( nie licząc licznych cioć i babć), przy której zostawiał Jasia, a mały nie protestował.

    -Jasieńku kochanie.- zaczął, podchodząc do łóżka synka.- Jak się czujesz?

    -Tjochę źle, jeście...- szepnął słabym głosem.

   -Oj, pan doktor powiedział, że niedługo lekarstwa zaczną działać i poczujesz się lepiej.- zapewnił małego, głaskając go po główce. - Babcia Krysia dzwoniła, kazała Cię ucałować i powiedziała, że jak tylko wrócimy do domku to zrobi Twój ulubiony jabłecznik.

     -Jak fajnie!- chłopczyk powiedział radośnie. -A kiedy będziemy wraciać?

    -Synku wiesz bo będziesz musiał zostać jeszcze w szpitalu dzisiaj, a potem pojedziemy do hotelu i jak wszystko będzie dobrze, to za kilka dni wracamy... - wyjaśnił. -Ale teraz zostaniesz z Mają, dobrze? Bo tatuś będzie musiał iść poskakać. Dobrze? Jak będziesz chciał to obejrzycie sobie tutaj w telewizji. Będziesz mi kibicował?

      -Pewnie, idź wyglaj! Będę tsimał kciuki! Maja teź.

      -Świetnie! Patrz uważnie, będę do Ciebie machał.- obiecał - A Maja, jakby się cokolwiek stało, to dzwoń. Będę miał cały czas przy sobie telefon, no rzecz jasna na belkę go nie zabiorę, więc jakbym nie odbierał to dzwoń do Łukasza.

      -Tak tak, wiem wiem. Spokojnie, damy sobie radę. Idź odpocznij, żebyś nie zasnął na belce i nie zsunął się z niej, jak Loizl kiedyś.- zaśmiała się.

      -Ehh...- Kamil machnął ręką, pocałował synka w policzek i wyszedł z sali.

***

       Kilka godzin później na skoczni Gross- Titlis- Schanze tłumy kibiców wyczekiwało na rozpoczęcie pierwszej konkursowej serii. Kamil starał się zrelaksować przed startem, ale jego myśli chcąc czy nie chcą krążyły w okół małego Jasia.

      -Kamil, Kamil!!! Stoch do jasnej cholery!- krzyknął zdenerwowany Ziobro.

      -Co się drzesz?!- odparł zdenerwowany Kamil.

      -Bo nie reagujesz jak się mówi normalnie!- odparł blondyn. -Zadzwoń, że do niej, upewnij się czy jest ok i leć na górą bo się spóźnisz na belkę i Łukasz Cię zatłucze, nie mówiąc o prezesie i kibicach!

      -Dobra, daj mi chwile.- szepnął i odszedł na bok wybierając numer opiekunki synka. -Maja, czemu nie dzwonisz? Wszystko dobrze?

     -Hej panikarz, miałam dzwonić jak by się coś działo, a jest wszystko w porządku nawet w najlepszym! Jasiek odzyskał humor i nie może się doczekać, aż zobaczy tatusia w telewizorze.- zapewniła.

     -Przepraszam, ale strasznie się denerwuje. Powinienem być z Jasiem w szpitalu, a nie tutaj... i tak nic mi nie wyjdzie... to nie ma sensu...- szepnął.

     -Kamil Kamil Kamil... nie wygaduj bzdur, wiem, że Ci ciężko, ale musisz się przełamać. Pomyśl o Jasiu, zrób to dla Niego.

     -Majka, chciałbym bardzo wrócić do dawnej dyspozycji, ale to nie jest takie proste... za każdym razem jak siadam na belce, widzę przed oczami Ewę... widzę jej uśmiech... widzę jak stoi pod skocznią, trzyma kciuki i czeka, aż bezpiecznie wyląduję... i nie mogę tego zmienić. Tak bardzo za nią tęsknie, a skoki to tylko potęgują... nie jestem w stanie oddać się temu tak jak kiedyś...- oznajmił smutnym głosem.

     -Nie myśl o tym w ten sposób. Dobrze, że skoki przypominają Cię Ewę. rób to dla niej, dla Jasia. Myślę, że ona obserwuje was gdzieś tam z góry i chce, żebyś wygrywał. Spróbuj dla niej...powolutku, a wrócisz na szczyt...i nie martw się o małego, mam tu wszystko pod kontrolą. Powodzenia...

      -Dziękują.- odparł, przetarł dłonią oczy, w których zbierały mu się łzy i skierował się w stronę windy.

***

      -Teraz kolej na Kamila Stocha. Jak wszyscy wiemy podwójny mistrz olimpijski z Soczi ostatnimi czasy nie radzi sobie najlepiej i miewa problemy nawet z zakwalifikowaniem się do konkursu. Miejmy nadzieję, że tym razem uda mu się oddać dobry skok!- krzyczał polski komentator -Dobra prędkość, wygląda na to, że dobrze trafione w próg, nienaganna pozycja w trakcie lotu... brawooo 132 metry! To jak na razie najdłuższy skok. Wysokie noty; trzy razy osiemnaście i pół, raz osiemnaście. Jest pierwszy!!! Brawo Kamil Stoch obejmuje prowadzenie!- cieszył się.

Stoch odpiął narty i wesoło pomachał do kamery.

***

      -Widzisz Mały! Tatuś do Ciebie machał, tak daleko dla Ciebie skoczył.- powiedziała chłopcu głaszcząc go po głowie.

      -Siupejjj! Wieś tatuś jest najlepsi.- zachwycił się.

      -No. Masz naprawdę bardzo zdolnego tatę.

       -Teź będę śkakł jak będę duzi!- zawołał wesoły.

       -Ohoho, a nie będziesz się bał?

       -Nieeee!- pisnął - Tatuś mnie nauci!

      Maja uśmiechnęła się i przeczesała ręką włosy malucha. Godzinę później wszystko było już jasne; Kamil zajął dobre 12 miejsce. Oprócz niego jeszcze tylko Maciek awansował do drugiej serii, ale zepsuł finałowy skok i spadł trzy pozycja za swojego rodaka.
Brunetka napisała Stochowi krótkiego smsa z gratulacjami i czekała, aż zjawi się w szpitalu.
   
     -Maja!- krzyknął chłopczyk.

     -Co się stało smyku? Coś Cię boli?

     -Nie. Jeśteś ładna!- dodał rozbawiony. -Moja mamusia teź była bardzio ładna, wieś?- zapytał.

     -O dziękuję Ci bardzo. Widziałam zdjęcia Twojej mamusi, jesteś do niej bardzo podobny.- odparła zdziwiona.

     -Ooo moi najwierniejsi kibice!-nagle do sali wpadł uśmiechnięty Kamil.

     -Tatuś!- krzyknął malec.

     -Jak się masz Zuchu? Widziałeś jak tatuś lata?

     -Tak! Siuper było!

     -Synku, rozmawiałem z panem doktorem i powiedział, że wszystko się szybko goi i jak dobrze pójdzie to już jutro, albo po jutrze będę mógł Cię zabrać do hotelu i na święta wrócimy do domu.

     -Tak długo...Nie chciee.- chłopczyk zrobił obrażoną minkę.

      -Wiem... ale musisz, nie mamy wyjścia. Brzuszek musi wyzdrowieć... ale wiesz co?!- Kamil pogłaskał synka po policzku -Jak będziesz grzeczny to odwiedzi Cię wujek Maciek i wujek Piotrek i wujek Peter. Chcesz?

     -Takkk!

***

      Dzięki pomocy Polskiego Związku Narciarskiego Kamil z Jasiem na wigilię wrócili do domu. Stoch nalegał i w końcu Maja zgodziła się przyjąć zaproszenie na wigilię. Wszystko toczyło się tak szybko. Kiedy ktoś pytał Kamila dlaczego tak ufa przypadkowo poznanej dziewczynie, nie umiał tego wyjaśnić.
Coś sprawiało, że rozmawiał z Mają o sprawach, o których z nikim innym nie rozmawiał od śmierci Ewy.

     -Synku.- Krystyna poprosiła Kamila na bok - Powiedz mi, czy ty i ta dziewczyny... no wiesz... masz wobec niej jakieś plany?- zapytała.

     -Mamo, mówiłem Ci, że uratowałem ją przed jej bratem, potem uciekła, potem pojechała z nami do Egelbergu i zajęła się małym... nie miałem serca jej tak zostawiać, przecież są święta, a ona nie ma gdzie iść...- wyjaśnił.

     -Kamilek... Może to już właściwy czas, żeby znaleźć sobie kogoś... Jasiek potrzebuje matki.

     -Ale...

     -Jesteś wspaniałym ojcem, ale dziecku potrzebna jest też matka...

     -Mamo, ja kocham Ewę, zrozum, tylko ją i nigdy nie przestanę! Ona jest matką Janka i nie mogę pozwolić, żeby On o tym zapomniał. Dam radę go wychować, a Maja to tylko przyjaciółka.- wyjaśnił i wrócił do  pokoju, w którym brunetka nakrywała do stołu, a Jasiu wypatrywał przez okno pierwszej gwiazdki. 

Piętnaście minut później Stochowie usiedli do stołu. Dwanaście potraw, prezenty, kolędy - najpiękniejszy okres w roku, jednak rodzinna atmosfera niezmiennie od 3 lat przypominała Kamilowi o stracie najważniejszej osoby w Jego życiu.

        
        Po kolacji tata Kamila, rozdał wszystkim prezenty, Jasiu nie krył swojej radości kiedy w jednym z pudełek znalazł narty. Stoch robił zdjęcia zadowolonemu synkowi, próbującemu ubrać buty narciarskie. Nagle ktoś zaczął walić do drzwi. Przestraszona Maja cicho pisnęła i przytuliła oszołomionego blondynka.

      -Kto to o tej porze?- zdziwił się Bronisław.

      -Nie otwierajcie!- szepnęła brunetka

      -Mamo weź lepiej Jaśka do góry, ja zobaczę kto to.- powiedział Kamil i podszedł do drzwi. Krystyna posłusznie zabrała małego na ręce i udała się na piętro do pokoju wnuczka. 

      -Otwierać!- krzyczał przybysz i z minuty na minutę coraz mocniej walił w drzwi.

      -Kamil błagam nie otwieraj on Ci jeszcze coś zrobi.- Maja była bliska łez. Skoczek jednak nie posłuchał. Przekręcił klucz i do domu wpadł rozzłoszczony Michał.

      -Gdzie Ona jest?!- krzyknął i przewrócił stojący przy wejściu kwiatek. Stoch nie czekając na dalszy rozwój akcji chwycił go za ręce i przyparł do ściany.

      -Zostaw Ją w spokoju!- napastnik go odepchnął i wszedł do salony. Ojciec Kamila podbiegł do Mai i chwycił ją za rękę.

      -Nikt Cię tu nie zapraszał!- pisnęła dziewczyna.

     -Niech pan wyjdzie!- dodał Bronisław. I kiedy Kamil chciał wyrzucić przybysza, mężczyzna wyminął go, uderzył seniora i spoliczkował dziewczynę. Tego było za wiele, skoczek rzucił się brunetce na ratunek popychając Michała prosto na choinkę...

***


     Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam, ale maturalny wir mnie wciągnął i nie miałam czasu.

Jak najszybciej nadrobię zaległości na waszych blogach <3

Trzymamy dzisiaj kciuki za chłopaków:D
Pozdrawiam :*

wtorek, 30 grudnia 2014

2."Jesteś sterem, białym żołnierzem, nosisz spodnie, więc walcz!"

Dedykacja dla Luśki <3

Biała armia

       
      Po męczącej podróży w końcu dojechali do Engelbergu. Kiedy dotarli do hotelu jak zwykle zaczęło się zamieszanie... Bo to Piotrek nie chciał mieć pokoju z Maciejem, Dawid za wszelką cenę próbował przekonać trenera, żeby mógł dzielić pokój z Mają, a serwismeni zorientowali się, że torba ze smarami i innymi potrzebnymi rzeczami została na lotnisku. Kiedy jednak sytuacja została opanowana, Kamil zostawił Jasia z Jankiem i poszedł do pokoju Mai.

       -Przepraszam, mogę przeszkodzić?- zapytał i lekko uchylił drzwi.

       -Jasne.- odparła dziewczyna.

       -Chciałem z Tobą coś ustalić i wyjaśnić, bo w sumie tak szybko podjąłem decyzję, żeby Cię zabrać, że nawet nie porozmawialiśmy.

       -Słucham. Jest jakiś problem? Coś z trenerem nie tak? Chyba nie był zachwycony, że tu jestem.- westchnęła.

       -Nie, nie, nie przejmuj się Łukaszem, już to przetrawił. Chodzi o to, że planowaliśmy, że będzie tu z nami żona Kruczka i ona się zajmie moim synem i będzie z nim mieszkać w tym pokoju. Jednak Ty zajęłaś jej miejsce i musimy to jakoś rozsądnie ogarnąć. Oczywiście w tej sytuacji, Jaś będzie u mnie i Janka w pokoju. Wiem, że np. jutro będziemy musieli iść na trening wcześnie rano, więc Ty przyjdziesz i się nim zajmiesz. Ponieważ nie wiem co temu Twojemu Michałowi strzel do łba i czy czasem nie zapragnie tu przyjechać, nie będziesz się z małym nigdzie oddalać! W razie jakichkolwiek problemów zadzwonisz od razu do Łukasza. Mam nadzieję, że zabranie Cię tutaj nie było złym pomysłem i nie ściągniesz na nas problemów.- powiedział i wpatrywał się z uśmiechem w nieco zdziwioną dziewczynę.

       -Eee... jasne. Nie ma żadnego problemu, zrobię wszystko co chcesz. Już drugi raz zwaliłam Ci się na głowę, a Ty mi pomogłeś, choć prawie się nie znamy... nie wiem jak mam Ci dziękować...- westchnęła.

        -Nie musisz dziękować, ale staraj się już nie pakować w problemy.- poprosił. -Za pół godziny kolacja, a potem zebranie u trenera, na którym ustalimy wszystkie szczegóły nadchodzących dni. Masz być, to ważne!- dodał- Witamy na pokładzie!- poklepał Maje po plecach i z uśmiechem na twarzy opuścił jej pokój.

***

      -Tato, tato!- krzyczał mały Jaś i śmiejąc się próbował uderzyć Ziobrę poduszką. -Wujek jest śmieśny!- krzyczał.

      -Ty mały zbóju ja Ci zaraz dam! Wujka tak bić!- równie rozbawiony Janek łaskotał małego blondynka.

      -Jasiek, chłopie bo jeszcze wujka uszkodzisz i będzie mógł co najwyżej skoczyć do sklepu bo czekoladę dla Ciebie.- Stoch wziął synka na ręce i podrzucił go pod sufit.

      -No Kamil, dawno nie widziałem tego Twojego łobuziaka. Bardzo do Ciebie podobny, ale oczy ma po Ewie! Idento!- oznajmił Ziobro.

Skoczek postawił chłopa na ziemi i usiadł na krześle. Oczy... ilekroć patrzył w oczy synka, widział Ewę, wracały wszystkie wspomnienia...bolesne i piękne, które nigdy już nie powrócą...

      -Stary przepraszam... nie chciałem...- Janek poklepał przyjaciela po plecach.

      -Nie nie nic się nie stało. Już ok...- westchnął -No to jak tam się bawiliście?

      -Super! Wiesz co? Na następne zawody biorę Wiwienkę i Angelę, a ty weź Jasia i będzie dopiero zabawa.

      -Ha! Ja nie mam nic przeciwko, ale nie wiem czy Łukasz, chciał by mieć tu przedszkole, ale myślę, że Planica jak najbardziej!- odparł Kamil.

      -Jeszcze Justyna na pewno pojedzie i ich dzieciaczki.- zachwycił się Jan.

Zawsze konkursy w Planicy były najbardziej rodzinne. Zawodnicy i trenerzy przyjeżdżali ze sowimi rodzinami; żonami, dziećmi i wspólnie świetnie się bawili.

       -Dobra stary zbierajmy się na tą kolację.- westchnął Ziobro i ruszył w kierunku drzwi.

       -Idź, idź my zaraz przyjdziemy.- odparł Stoch i usiadł na dywanie obok synka. -Jasieńsku... bo wiesz miała się Tobą zajmować ciocia Agatka, ale nie mogła tu przyjechać... i jak tatuś będzie na skoczni, pobawisz się trochę z tą ciocią, która była u nas na noc; z Mają... Dobrze?- zwrócił się do chłopca.

       -Pewnie! Będę Ci kibiciował!- krzyknął mały.

      -No myślę! Ale wiesz... masz być grzeczny i słychać Mai.- dodał.

       -Jaśne!- chłopczyk przytulił się do ojca i po chwili razem udali się na kolację.

***

      Następnego dnia rano odbyły się kwalifikacje. Maciek jako piąty zawodnik klasyfikacji generalnej był pewny udziału w konkursie, pozostali Polacy musieli starać się pozytywnie przejść przez kwalifikacje. Pierwszy z nich na belce usiadł wracający po kolejnej już kontuzji; Jakub Wolny. Niespełna 22 letni zawodni bez błędnie wybił się z progu i po nienagannym locie wylądował na 135 metrze. Niedługo po nim na belce startowej zasiadł dwukrotny mistrz olimpijski i mistrz świata z Val di Fiemme; Kamil Stoch. Kibice, zawodnicy i trenerzy wstrzymali oddech. Za każdym razem kiedy skoczek z Zębu miał skakać wszyscy mieli nadzieję, że to właśnie ten skok, który pomoże mu się odblokować i wrócić do rywalizacji z najlepszymi. Niestety niepowodzeń nie było końca...

"Może tym razem?"- pomyślał Janek i mocno zacisnął kciuki, podobnie jak jego malutki imiennik, który obserwował ojca z gniazda trenerskiego, w którym w trakcie kwalifikacji przebywał razem z Mają.

      Kamil spojrzał w niebo, odepchnął się od belki... błąd na progu... błąd w powietrzu... uratował go perfekcyjny jak zawsze telemark, ale odległością nie powalił; 116 metrów... Machnął ręką, odpiął narty i z niezbyt szczęśliwą miną powędrował do reszty Polaków.

Piotrek, Klemens, Olek i Krzysiek bez żadnych problemów znaleźli się w konkursowej 50, a Stoch niestety zajął pechowe 51 miejsce.

      -Cholera jasna!- zdenerwowany rzucił gogle w kąt.

      -Ej! Tutaj jesteś...wszyscy Cię szukają!- Maja wślizgnęła się do pomieszczenia i podniosła przedmiot z podłogi.

      -Gdzie mały?! Miałaś go przecież pilnować!- krzyknął.

      -Ej spokojnie, to przecież nie koniec świata!- odparła równie zdenerwowana -Jaś bawi się z Prevcem i Piotrkiem, powiedzieli, że się nim zajmą na chwilę. - dodała spokojnie.

       -Aha- westchnął spokojniej - Ale to jest koniec świata! Mój prywatny koniec świata...- samotna łza spłynęła mu po policzku. - Maja... Engelberg to miał być taki przełom...taki zwrot ku dobremu...Kończę...to już nie ma sensu i jestem tego pewien, ten skok to tylko potwierdził.

Maja podeszła do załamanego skoczka i poklepała go po plecach. Tak bardzo było jej go żal, nie mogła patrzeć jak się męczy, jak walczy ze sobą, wiedziała, że nie może pozwolić żeby skończył karierę. Nie teraz!

       -Posłuchaj, to że teraz Ci się nie udało, nie znaczy, że powinieneś kończyć...Kamil, wręcz przeciwnie to jest taki impuls, że masz walczyć, bo masz dla kogo. Adam Małysz skończył karierę będąc na szczycie, a Ty? Naprawdę chcesz się teraz usunąć? Jeszcze tyle przed Tobą...- przytuliła skoczka. Nagle do sali wpadł Kruczek:

        -Kamil! Dzwonię, biegam, krzyczę, woła, a Ty co?! Maja miałaś dać znać jak go znajdziesz!- zdenerwował się - Dobra już nie ważne. Zdyskwalifikowali Schlierenzauera, jesteś w konkursie!- Oznajmił radośnie, nie pozwalając im dojść do głosu. - Potraktuj to jak szansę od losu i dobrze ją wykorzystaj.- dodał i poklepał go po ramieniu.

       -Widzisz! To jest znak, że masz się nie poddawać.- odparła brunetka i wyszła pozostawiając trenera i podopiecznego samych.

***

Po popołudniowym treningu na siłowni  i naradzie z trenerem zmęczeni zawodnicy wrócili do pokoi chcąc jak najszybciej położyć się do łóżek. Kiedy Kamil wszedł do swojego pokoju zastał śpiącego synka i siedzącą obok niego Maje.

     -Ooo jak dobrze, że go położyłaś spać. Nie mam sił się z nim droczyć już dzisiaj...- westchnął i usiadł na łóżku.

     -Idź spać, mieliście dzisiaj bardzo intensywny dzień, musisz odpocząć.- wyszeptała i ruszyła w kierunku drzwi.

      -Poczekaj.- Kamil podszedł do niej i chwycił ją za rękę.- Dziękuję Ci za tą rozmowę... uświadomiłaś mi wiele rzeczy... bardzo ważnych rzeczy. Masz rację muszę walczyć, mam dla kogo!- odparł i pocałował ją w policzek.- Dobranoc.

      -Dobranoc.- powiedziała zdziwiona i wróciła do swojego pokoju, wpadając przy okazji na ledwo przytomnego Ziobrę.

***

      -Kamil! Kamil wstawaj! Kamil no !!!- Janek krzyczał, próbując obudzić kolegę -Kamil!

      -Cooo...co...- mruknął Stoch i otworzył oczy.

      -No nareszcie! Jak by Cię to interesowało, to Twój synek płacze od dłuższego czasu, ma wysoką gorączkę i skarży się na ból brzuszka!- wyjaśnił- A Ciebie nie idzie dobudzić!
Dopiero teraz Kamil zorientował się, że Jasiu płacze. Zrzucił z siebie kołdrę i podbiegł do łóżka, na którym siedziała Maja próbując uspokoić chłopca.

     -Co się dzieje?! Synek dobrze się czujesz? Co Cię boli?- spytał przecierając zaspane oczy.

     -Bziuchh...bardziooo...- załkał chłopczyk.

     -Trzeba zawołać Winiarskiego!

     -Brawo mistrzu! No nie wpadlibyśmy na to...- westchnął Ziobro- Łukasz już po niego poszedł.- wyjaśnił.

      -Łukasz tu był? Czemu mnie wcześniej nie obudziliście!?- oburzył się.

      -Stary myślisz, że nie próbowaliśmy? Mały obudził płaczem pół hotelu. Nawet Kofler tu był i  pytał czy coś mu zrobiłeś, Majka przybiegła tu pierwsza, Łukasz też zajrzał. Masz przyjacielu kamienny sen.- zaśmiał się Janek.

      -Tata!- krzyczał Jaś. -Nie idź nigdzie! Tatuś!

      -Ciii...- Stoch usiadł obok synka. -Jestem tutaj i nigdy Cię nie zostawię...-przytulił chłopca- Dziękuję, że się nim zajęliście.

      -Długo ich nie ma. Może polecę i sprawdzę co się dzieję, przecież z nim jest coraz gorzej!- przestraszona Maja wybiegła z pokoju.

      -Kochanie, zaraz przyjdzie pan doktor i Ci pomoże.

      -Boli!- syknął chłopczyk.

      -Wiem, wiem, ale za raz będzie lepiej. Obiecuję. Bądź dzielny.- Kamilowi trzęsły się ręce. Nie wiedział co doprowadziło Jego dziecko do takiego stanu.

Po chwili do pokoju wpadła zziajana Maja, a za nią Kruczek i Winiarski.

     -Już już zbadamy brzuszek.- szepnął lekarz.

     -I co mu jest?!- Kamil był pełen najgorszych przeczuć.

     -Spokojnie.- powiedział lekarz i przejechał zimną dłonią po brzuszku chłopca - Tu Cię boli?- spytał.

      -Nie.

      -A tutaj?

      -Tiakkkkkkk!- krzyknął malec i odepchnął rękę lekarza.

      -Dobrze, dobrze już koniec, już nie będę dotykał.- uśmiechnął się do Jasia i podszedł do jego ojca - Jestem ortopedą, ale jak na moje oko to klasyczne objawy wyrostka, ostrego wyrostka. Musimy jechać do szpitala, natychmiast!- ogłosił.
Do Stocha teraz dotarła powaga sytuacji. Bał się... słowo "wyrostek" przywołało nieprzyjemne wspomnienia z dzieciństwa. Jego siostra Natalia miała operację usunięcia wyrostka robaczkowego, którą mało nie przepłaciła życiem. Wiedział, że to niby taki błahy, prosty zabieg, ale jak wszystko niósł za sobą ryzyko.

       -Dobra, idę do Kacpra po kluczyki od busa, tak będzie najszybciej. Odwiozę was.- stwierdził Łukasz.

       -Na wszelki wypadek pojadę z wami.- dodał Winiarki i razem ze szkoleniowcem biało- czerwonych zniknął za drzwiami.

       -Kamil, też z wami pojadę i tak nie zasnę. Będę się martwić. - powiedziała Maja.

       -Nie wiem czy to najlepszy pomysł.- Stoch pokręcił głową szukając swoich spodni.

      -Ale ja wiem. Za chwilkę będę gotowa.- dodała i wyszła z pokoju.

Kamil w pośpiechu ubrał Jaśkową koszulkę, zarzucił na ramiona kurtkę, ubrał synka i wybiegł z nim na rekach do kadrowego busa. Po kilkudziesięciu minutach wszyscy byli już w najbliższym szpitalu. Łukasz dogadał się po niemiecku z jakąś pielęgniarka i po kilku minutach Kamil z Jasiem znaleźli się w gabinecie jakiegoś wąsatego lekarza.

      -Tatusiuu!- krzyczał chłopczyk. Blady Stoch chwycił go za rączkę.

      -Ciii, nie płacz. Tatuś tu jest.-szepnął- Panie doktorze, i co?- zapytał przerażony.

      -Musimy zrobić jeszcze kilka badań, niech pan zaczeka na korytarzu. - powiedział i wskazał ręką drzwi.

     -Nigdzie nie pójdę! Nie zostawię syna!- zdenerwował się.

     -Niech pan nie utrudnia.- lekarz był nie ugięty i nie zważając na protesty chłopca wyrzucił jego ojca z sali.

Załamany i przerażony Stoch stanął na środku korytarza, już kiedyś słyszał ten sam tekst i został wyproszony z sali i wtedy po raz ostatni widział swoja żonę. Nie chciał opuszczać synka, a płacz, który z minuty na minute stawał się coraz bardziej intensywny sprawiał, że on sam miał ochotę się rozpłakać. Maja niepewnie podeszła do bruneta.

      -Kamil... na pewno będzie dobrze...- szepnęła.

      -Maja... on jest taki mały... nie rozumiem, przecież wieczorem wszystko było dobrze, zjadł kolację, na nic się nie skarżył...- westchnął.- Mój maluszek...

     -Spokojnie. - chwyciła Go za rękę. Nagle otworzyły się drzwi i podszedł do nich wąsaty doktor, a zaraz za nim przybiegł Winiarski.

      -Niestety nie obejdzie się bez operacji.- wyjaśnił- To ostre zapalenie wyrostka robaczkowego, nie ma na co czekać. Musi Pan podpisać zgodę na zabieg.

      -Tak, oczywiście...- odparł i złożył podpis we wskazanym miejscu. -Niech mi pan obieca, że mojemu dziecku nic nie będzie! Niech pan obieca!- krzyknął.

       -Przykro mi, nie mogę.- odpowiedział i udał się w kierunku gabinetu.

       -Kamil, Kamil, tylko spokojnie. Wiesz, że to jest bardzo częsta przypadłość i większość pacjentów wychodzi z tego, bez szwanku.- uspakajał Winiarski. 

       -On jest taki malutki... Boże nie zabieraj mi go...- Kamil widział przed oczami najczarniejszy scenariusz.

        -Kamil co ty wygadujesz?! Na Boga, przecież mu nic nie będzie, rozumiesz?- Kruczek wkroczył do akcji. Pielęgniarki wywiozły małego z sali i ruszyły w kierunku bloków operacyjnych. Stoch pobiegł za nimi.

       -Syneczku jak się czujesz? Tatuś jest z tobą, teraz zaśniesz, pan doktor Ci pomoże, a jak się obudzisz ja tu będę. Nic się nie bój.- szepnął i pocałował synka w czoło.

      -Tatusiu...- załkał chłopczyk.

      -Nie może pan dalej iść... przepraszam.- powiedziała pielęgniarka i zniknęła za drzwiami.

Załamany Kamil wrócił do przyjaciół, którzy niepokojem przyglądali się mu z dalsza.

      -Nie wiadomo ile to potrwa... jedźcie do hotelu, zadzwonię.- powiedział 

      -Kamil, może ktoś z Tobą zostanie?- zaproponował Łukasz - Wiem, że to ciężka sytuacja.

      -Nie nie ma takiej potrzeby. Musicie się wyspać, odpocząć, dzisiaj tyle się działo.- opowiedział. Towarzysze niechętnie opuścili zdenerwowanego skoczka, zapewniając, że jeden telefon wystarczy, a wrócą.

Kamil usiadł na ławce pod salą operacyjną i schował twarz w dłoniach. Tak bardzo się bał, Jaś był jego oczkiem w głowie, jedynym sensem życia, impulsem, który pozwolił mu jakoś w miarę się pozbierać po stracie Ewy. Nagle poczuł czyjąś dłoń na swoim ramieniu, niechętnie podniósł głowę.

      -Maja?- zapytał zdziwiony- Jak dobrze, że wróciłaś... proszę zostań ze mną uspokajasz mnie.- szepnął i przytulił dziewczynę. 

***
No to mamy kolejny rozdział. Czekam na wasze opinie :))

I Kamil wrócił w świetnym stylu, to jest mistrz!:)